Powódź
W lipcu 1997 roku Racibórz stawił czoła groźnemu żywiołowi.
Tereny w okolicach rzeki Odry jak i okoliczne miejscowości zostały zatopione przez powodź tysiąclecia. Zatopienie zostało poprzedzone wielotygodniowymi obfitymi opadami deszczu. Nikt jednak nie przypuszczał, że stanie się coś takiego. Osoby które nie były zalane nigdy nie zrozumieją powagi sytuacji i ogromu zniszczeń jaki nas i wielu dotknął. Właśnie z myślą o tamtych dniach przgotowałem ten opis (ku przestrodze), może już nigdy nie będzie nam dane doświadczyć podobnego kataklizmu (oby - w tym miejscu uśmiech do ludzi odpowiedzialnych za budowę a raczej przeciąganie budowy zbiornika gdzieś koło Raciborza)
Zdjęcia wykonałem aparatem "automatem", a następnie zeskanowałem
w rozdzielczości 300 DPI, oraz zapisałem ze standardową kompresją JPEG.
Każde zjęcie jest opisane poniżej, kliknij aby uzyskać powiększenie.
Przedmieścia Raciborza dzień przed katastrofą, na zdjęciu widać
parking zakładów RAFAKO.
Droga "Odrostrada" położona równolegle do Odry, która już występowała
z koryta. Dzień przed katastrofą.
J/w lecz po przeciwnym końcu drogi.
Niżej położone budynki jakieś 800-900 metrów od mojego domu już są
zalewane. Ranek dnia katastrofy. W głębi widać budowę rozrastającego
się osiedla na którym mieszkam. Teraz koło tego budynku jest mały komis
samochodowy.
Ranek, gdy padał jeszcze deszcz, zrobiłem to zdjęcie przy moście
wylotowym na Gliwice. Został on później mocno uszkodzony i przesunięty
o kilkanaście centymetrów. Obecnie już jest w pełni sprawny.
J/w
J/w
Zdjęcie zrobione z balkonu na parterze ok. 14.00 gdy wały pękły niedaleko
osiedla, samochód uratowałem przedzierając się przez wodę i chodnikami
aż dojechałem na tereny pewne, gdzie woda dostałaby się dopiero po
zalaniu całego domu i komina razem. W garażu pod nami już było pełno
wody, okna z piwnicy były wpychane do środka pod naporem wody.
Widok z parkanu, droga coraz mniej zaludniona, ludzie pochowali się
już w domach i ratują wszystko co wypłynęło z piwnic.
Widok drugiego końca ulicy, proszę zapamiętać wysokość ułożonych cegieł,
wody już jest po kolana, dla orientacji to zdjęcie będzie wykonane
raz jeszcze po kilkunastu godzinach.
J/w pkt p05
Wycofujący się strażacy i furgonetka z zalanym sillnikiem, której
nie udało się już przejechać na pewny teren. Widok z górnego balkonu.
Widok z mojego pokoju już nad ranem dnia następnego, helikoptery
ewakuują chorych lub przerażonych mieszkańców.
Cegły wystają już kilka centymetrów. Proszę przypomnieć sobie teraz
zdjęcie nr P06.
Niecodzienny widok: główną drogą mkną motorówki a nie samochody...
...albo skutery wodne...
Spotkanie ratowników.
Po pięciu dniach, gdy poziom wody się obniżył, rozpoczęły się
prace mające na celu jak najszybsze sprzątnięcie brudu, co grozi
epidemią. Na zdjęciu brat i inni pracujący sąsiedzi.
Samochód już bezpieczny przyprowadziłem do domu.
Pokój gościnny na parterze ponad dwa metry nad poziomem ziemi, proszę
zauważyć poziom wody i resztki gliny na żaluzjach. Unosi się zapach
zgniłych resztek roślin, zdechłych zwierząt i innych świństw.
Rodzice w trakcie reanimowania zalanej kuchenki gazowo-elektrycznej.
Garaż był całkiem zalany a gliny są przyczepione i na lampie.
Zapach nie do zniesienia. Ciekawostka: właśnie w garażu znalazłem
żarówkę pełną wody, a jak wiadomo jest ona pusta i panuje w niej
próżnia...
Drzwi do garażu nie dały się otworzyć, trzeba było potraktować je siłowo,
ale i tak są tylko do wymiany. Ciekawostka: zostawiliśmy na test
kilka drzwi w piwnicy najmniej zniszczonych (między jednym pomieszczeniem
a drugim - wewnętrzne), a za jakieś kilka miesięcy trzasnąłem nimi
zbyt mocno i wysypało się z nich stado małych wijących się białych
robaków. Jeszcze tego samego wieczora wszystkie leżały już na wysypisku.
Jak widać, o epidemię bardzo łatwo.
Pokój gościnny i jego druga ściana. Kwiatki znaleźliśmy leżące na ziemi.
Górne na stojaku ocalały przed przymusową kąpielą.
Schody i wejście do garażu. Resztki mebli się suszą, lecz i one długo
już nie pożyją.
Piec gazowy i węglowy w naszej kotłowni. Gazowy nie przeżył, węglowy
reanimowaliśmy. Widać totalny haos i całe tony błota. Mimo, iż jest
tutaj najcieplej, do teraz (lato 2001) utrzymuje się wilgoć.
Wszystkie wypożyczone agregaty osuszające nic więcej nie były w stanie
zrobić. O mikrofalowe nie mogliśmy się doprosić.
Spiżarnia, a raczej to co z niej zostało. Zamrażarka zniszczona, wszystkie
przetwory rozbite, a te które ocalały nie pozwolono nam zostawić.
W pierwszą noc słychać było tłuczone słoiki i walące się rusztowania.
Widok z mostu o który była mowa na początku jakiś tydzień po ustąpieniu
wody. Widać wyrwaną trawę i główny prąd wody. Most jest przesunięty
i mogą jeździć tylko samochody osobowe.
Strona główna